„Koronawirus sprawił, że zapytaliśmy siebie o to czy w ogóle jest sens jeszcze grać. Czy zawód muzyka jest istotny? Czy można coś ludziom dać? Czy może lepiej się przekwalifikować i robić coś bardziej potrzebnego?” – mówił mi Michał Wójcik, podsumowując początek izolacji. Jednak jak sam wspomina, istnieje korelacja między aktywnością na zewnątrz a nastrojem. I trzeba stwierdzić, że to powiązanie jest u niego ostatnio mocno na plus.

W tym miesiącu lider krakowskiego zespołu Cinemon, dyrektor Krakowskiej Sceny Muzycznej, organizator konferencji branży muzycznej Tak Brzmi Miasto:

·   ogłosił live stream koncertu PollenAlergie, w ramach współpracy z domem kultury w Norymberdze,

·   zapowiedział datę i temat konferencji Tak Brzmi Miasto 2020,

·   pogadał z nami o złości, ale też eksploracji i szansach dla debiutantów na zaistnienie w czasie pandemii.

No to hop!

Jako Cimemon podkreślacie w swoich komunikatach, że jesteście bardzo analogowi. Jednocześnie – mocno eksplorujecie możliwości cyfrowe w kontekście promocji własnej muzyki. Jakie widzisz szanse dla Was w obecnej sytuacji?

Analogowość to myślenie życzeniowe. Bardziej chcielibyśmy tacy być, niż faktycznie jesteśmy. Muzycznie rzeczywiście możemy działać w ten sposób – grając i nagrywając na starodawnych urządzeniach – jednak chcąc nie chcąc jesteśmy aktywnymi uczestnikami zmian cyfrowych. Spędzamy całe dnie pracując na komputerach, całe dnie w social mediach. Ale w muzyce znajdujemy swoją ostoję. To fajne, że jesteśmy w stanie docierać do ludzi na nowy sposób, jednak trzeba przyznać, że mierzymy się z nadmiarem treści cyfrowych. Już przed pandemią trudno było dotrzeć do słuchacza, a teraz wcale nie jest łatwiej. Pandemia w ogóle generuje wiele wyzwań, ale również możliwości. Wcześniej graliśmy na tyle dużo koncertów, że trudno było zacząć pracę nad nowym materiałem, natomiast teraz cały czas pracujemy nad utworami. Nadrabiamy również cyfrową obecność, którą wcześniej zaniedbaliśmy. Kiedyś social media były dla mnie niełatwym obowiązkiem, teraz zaczynam odkrywać radość komunikowania się z ludźmi również w ten sposób.

Mam wrażenie, że jako Cinemon, ale też Tak Brzmi Miasto, dość często korzystacie z opcji live streamingu.  Dlaczego ta forma wygrywa z nagranymi wcześniej sesjami?

Wielu organizatorów wydarzeń czy festiwali online wybiera opcję pre-recorded, bo jest to po prostu bezpieczniejsze. Mało osób decyduje się na ryzykowny live streaming, podczas którego  wiele elementów może się wysypać. Jednak uważam, że próbując oddać esencję koncertu na żywo, powinniśmy wziąć to ryzyko w pakiecie. W normalnych warunkach również może popsuć się pogoda lub wydarzyć coś losowego. Wszyscy zawsze brali to pod uwagę, teraz jednak, gdy mają łatwą ku temu sposobność, chcą sobie takie nieprzewidziane wypadki usunąć. Ja jednak jestem zwolennikiem streamingu na żywo. Co więcej, według mnie nagranie powinno zniknąć, gdy koncert się skończy. Na zasadzie “jeśli jesteś z nami – super. Jeśli cię nie ma – wielka szkoda, ale jest to konsekwencja Twojego wyboru”.

Wybieracie rock’n’rolla, wersję spontaniczną, która może Was samych zaskoczyć – również 22 października, bo właśnie wtedy zagracie koncert online w ramach cyklu PollenAllergie.

Wiesz, w zeszłym roku w trakcie trasy mieliśmy koncert w studiu nagraniowym w Toronto. Kiedy producenci poinformowali nas o tym, że mamy tylko jedną szansę zagrania materiału – że nie będzie poprawek – było to dla nas naturalne. Oni jednak bardzo zdziwili się, że nie robimy problemów. W XXI wieku nie jest to normalne, że kończysz coś na jednym tejku. Natomiast my wiem, że live nie jest doskonały. I nie chodzi tu tylko o awarie i zakłócenia, po prostu wykonawczo może się wiele kwestii nie zgadzać. Co więcej, na pewno będzie się nie zgadzać! Idealne koncerty zdarzają się raz na jakiś czas: przy idealnym biorytmie i w szczytowej formie (śmiech), a i tak są one w dużej mierze efektem kolektywnego kłamstwa – jeśli jest super atmosfera, to bez względu na to, co będzie działo się muzycznie, koncert będzie udany. I trzeba to szanować. Wiem, że wszystko można zedytować i poprawić, ale my chcemy dać się pokazać z każdej strony, nie tylko tej najlepszej. W dzisiejszym świecie nie jest to zbyt popularne podejście.

Jak doszło do Waszej współpracy z Krakauer Hause?

W pewnym momencie postanowiliśmy zagrać internetową trasę koncertową i jednym z partnerów miał być właśnie Krakauer Hause, dom kultury w Norymberdze, dla którego graliśmy jeszcze w 2014. Finalnie z naszego planu został tylko ten jeden koncert, w ramach serii – PollenAlergie. Ale za to postanowiliśmy zaprosić do niego wielu partnerów. Będzie więc raz a dobrze. Chcemy zrobić z tego coś niezwykłego, zaprosić kilkoro gości, ale też sprawdzić jak duży zasięg jesteśmy w stanie wygenerować. Oczywiście wśród ludzi, którzy aktywnie słuchają muzyki. Pokażemy swoje nowe piosenki, które nigdy nie wybrzmiały na żadnym koncercie. Witajcie w 2020!

Zdradzisz gości?

Otwieramy się na kooperację, bo wnoszą one fajny nowy pierwiastek, świeżość. Pozwalają nam spojrzeć na nasze numery z innej strony. To cudowne uczucie, kiedy zdolne osoby interpretują twoją muzykę i dodają do kawałek siebie. Na chórkach będą dwie wokalistki poruszające się w zupełnie odrębnej stylistyce niż Cinemon: Natalia Orkisz i Asia Nawojska. Fantastyczne – nie bójmy się tego słowa – artystki.

Ta koncepcja jest śmiała, tak samo jak fakt, że zdecydowaliście się w tym roku w ramach Tak Brzmi Miasto zrealizować sporo projektów online. Zapytam ciebie jako mentora – myślisz, że młodzi artyści mają teraz problem z debiutem czy wręcz przeciwnie?

Jesteśmy w okresie przejściowym. Już wiadomo, że nie będzie tak jak dawniej, że właśnie “dzieje się przyszłość”. Ale wiele osób się z tym nie pogodziło i jest w pewnym zamrożeniu. To taki tryb oczekiwania na to, że za chwilę wszyscy dostaniemy szczepionkę, wróci sto koncertów rocznie, festiwale i będzie po staremu. Myślmy jednak o tym, co jest teraz. Działajmy z takimi danymi, jakie mamy. Musimy podejmować decyzje „tu i teraz”. Jeśli ktoś jest uwiązany mentalnie w systemie, który obowiązywał kilka miesięcy temu, może być problem, bo paleta możliwości – choć nadal spora – jednak się zmieniła. Ciekawym efektem COVID-19 jest pewna demokratyzacja naszych problemów. Dziś trudność z koncertem mają również ogromne gwiazdy. Debiuty będą teraz podchwytliwe zarówno w przypadku artysty niezależnego, jak i tego wspieranego przez duże wydawnictwo. Jesteśmy na równych prawach. Ba, może nawet mali mają lepiej – dużym nie opłaca się grać koncertów, na których będzie 25% publiczności. Po prostu – produkcja się nie kalkuluje. Dla debiutantów niewiele się zmieniło. Zagrają dla dwudziestu pięciu osób i będzie to możliwe do wykonania. Widoczność w mediach również się zdemokratyzowała. Przykład – pączkowanie Trójki. Mamy teraz trzy nowe potencjalne anteny, w których mogą nas zagrać. Debiut będzie więc może wymagał nieco więcej pomysłowości niż przed chwilą, ale nie będzie niemożliwy. Trzeba szukać swojej drogi. Stawiasz mnie w pozycji mentora, jednak pamiętaj, że z Cinemonem jesteśmy zespołem wiecznie debiutującym (śmiech). I mamy ten sam problem, będąc w tej samej sytuacji siłujemy się z tymi samymi tematami. I sami aktywnie myślimy o tym, jak działać w tych przedziwnych czasach. Jednak decyzji o przekwalifikowaniu nie podjęliśmy.

Tekst: Joanna Hała & Michał Wójcik

Redakcja: Witold Regulski