Twórczość Moniki Kowalczyk jest łagodna i bezpretensjonalna. Każda z jej piosenek to kolejna historia o poszukiwaniu prawdy. Ostatnie utwory to jednocześnie śmiały zarys kierunku, w jakim Monika podąża, żeby za pośrednictwem muzyki tę prawdę odnaleźć.

Dwa lata temu po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Moniki. Jej debiutancka epka, Piosenki, wydana w 2017 roku, składa się z akustycznych gitarowych utworów, których teksty osadzone są w dużym stopniu w wartościach chrześcijańskich. Subtelność i niejednoznaczność przekazu sprawia jednak, że trudno uzmysłowić sobie to przy pierwszym odsłuchu. To nie jest pochwalna muzyka pozorów niczym „Jesus is King” Kanyego czy rodzimy „chrześcijański” misyjny pop Adu. O wierze Monika śpiewa bez oceniania czy wartościowania. Jak ładnie określił tę twórczość Francis Tuan – to muzyka afirmatywna.
– Topika i wartości chrześcijańskie są podłożem wielu moich utworów. Staram się, aby były też podstawą życia. Co ciekawe, pozytywne głosy na temat mojej twórczości słyszę nie tylko od osób, które zgadzają się z moim światopoglądem, ale także od ludzi, z którymi, gdyby nie muzyka, pewnie zupełnie nic by mnie nie łączyło – mówi Monika.

Śpiewam o każdej dziewczynie, która teraz tego potrzebuje
W październiku ukazał singiel „Te twoje sukienki”. To jedna z najlepiej wyprodukowanych piosenek w jej dorobku, która bardzo szybko znalazła się na kilku popularnych playlistach Spotify czy Tidal.
– Mam za sobą, a i pewnie przed sobą, dziesiątki intymnych rozmów z dziewczynami: o zranieniach, nieporozumieniach, niespełnionych pragnieniach. Uznałam, że taki „sukienkowy” komunikat jest bardzo potrzebny. W tej piosence śpiewam o samej sobie i o każdej dziewczynie, która teraz tego potrzebuje. Ale przecież mężczyźni też miewają złamane serca i czasem się rozklejają, więc te wątki wydają mi się uniwersalne – komentuje Monika.

W mojej opinii teledysk, który towarzyszy singlowi, znajduje się w pierwszej piątce tegorocznych niskobudżetowych klipów. Krakowski Zakrzówek został scenerią do realizacji wizji inspirowanej klipami Florence & The Machine i Alt-J. Artystyczny koncept Moniki został przepracowany przez operatora Mikołaja Kołodziejczyka.

– Godzinami szukałam różnych zdjęć i grafik, których klimat, kolory, postacie przyciągnęły moją uwagę i których „energię” chciałam odwzorować.


W klipie widać doświadczenie aktorskie każdej z dziewczyn. Nieprzypadkowo również sama Monika dobrze czuła się na jego planie.
– Gram w teatrze od kilkunastu lat. Próbowałam odejść i po niecałym roku wróciłam. To moja druga najsilniejsza pasja, obecnie nieco przyćmiona przez muzykę, ale wciąż mam nadzieję, że również aktorsko zacznę się spełniać w moim życiu. Teatr dał mi ogromnie wiele: pobudził moją kreatywność, wrażliwość, pomógł interpretować sztukę, występować publicznie, „ratować się” w sytuacjach podbramkowych na scenie. Dziewczyny występujące w klipie „Te twoje sukienki” również są związane z teatrem. Wszystkie mają w swoim życiu doświadczenie szkoły aktorskiej i żyją pasją, myślę, że to stworzyło klimat teledysku i nas połączyło.


Przez singlem  „Te twoje sukienki” ukazała się warta wspomnienia aranżacja utworu  „Cytryny”. Wersja pod przewodnictwem Grzegorza Duszaka pokazała Monikę w zupełnie nowym świetle. Doskonała aranżacja świetnie nakręconej live sesji pokazała, że dwa lata od momentu wydania epki Piosenki, Monika jest jeszcze bardziej świadoma muzycznie i ma większe zaplecze do realizacji śmielszych wizji.

Czego boi się Monika Kowalczyk?
Z Moniką znamy się z kilku festiwali, jednak zazwyczaj głównie mijałyśmy się z dystansem, niż rozmawiałyśmy. Na jednym z letnich obozów artystycznych byłam na jej koncercie trzy razy – za pierwszym lekko ironicznie rozmawiałam z kolegą na temat prostych rymów w jednym z tekstów, na drugim zaczęłam słuchać ze zrozumieniem, po trzecim poprosiłam o akordy do tego utworu. Pierwszy raz miałyśmy okazję nawiązać dłuższą konwersację kilka tygodni temu, kiedy zapytałam ją o kulisy powstania utworu  „Te twoje sukienki”. Właśnie z tej mailowej wymiany zdań pochodzą wszystkie cytaty w tym tekście. Przy okazji zapytałam Monikę o doświadczenie w jej portfolio, czyli pierwsze warsztaty songwriterskie, które niedawno prowadziła.
– Uświadomiłam sobie po nich, że największym ograniczeniem w tworzeniu jest strach. Strach przed wyśmianiem, strach przed tym, że to będzie słabe (więc w ogóle po co zaczynać?), strach przed tym, co dalej (gdy piosenka powstanie). Ja też się z tym borykam. Często to irracjonalny lęk, który stopuje różne inicjatywy i pomysły – często dobre i potrzebne. Nauczyłam się także tego, że każdy ma coś do powiedzenia i zawsze warto go wysłuchać. I wtedy to, o czym mówi ta osoba, staje się również naszym doświadczeniem.

Zachęcam Was do wysłuchania tego, co za pomocą swojej muzyki przekazuje Monika Kowalczyk.

Tekst: Joanna Hała
Redakcja tekstu: Witold Regulski

* „Światło zamknięte w dźwiękach” to autorski opis Moniki Kowalczyk, który ukradłam z jej bio.