LitSunday: Lady Day śpiewa bluesa

Billie Holiday to legenda muzyki – nie tylko bluesowej, jazzowej czy amerykańskiej, ale po prostu tej światowej. Książkę Lady Day śpiewa bluesa warto przeczytać choćby po to, by zapoznać się ze wzrastającą w pierwszej połowie XX wieku popularnością bluesa i jazzu. Jednak główną zaletą autobiografii Billie Holiday jest jej wartość emocjonalna w wyrażaniu doświadczenia i organiczna szczerość przekazu.

God Bless the Child
W opowieści Billie Holiday roi się od słynnych muzyków. Louis Armstrong, Lester Young, Charlie Parker – to tylko niektóre z nazwisk pojawiających się na poszczególnych stronach Lady Day śpiewa bluesa. Poniekąd autobiografia Holiday to opowieść o tym, jak mała Eleanora (bo tak miała na imię artystka) najpierw marzyła o tym, by brzmieć jak Louis Armstrong, a później miała szansę z nim występować.

Tytuły rozdziałów książki to jednocześnie tytuły utworów Holiday. Spis treści wygląda po prostu jak tracklista albumu z jej najistotniejszymi piosenkami. I tak, jak utwory miały wymiar autobiograficzny, bo opowiadały słuchaczom o odczuciach, emocjach i myślach Holiday, tak jej opowieść, Lady Day śpiewa bluesa jest świadectwem doświadczenia. Holiday konstruuje ją w taki sposób, w jaki robiła to, kiedy występowała na scenie. Ostatecznie, w pewnym sensie klucz do książki zawarto już w tytule: Lady Day ś p i e w a bluesa.

Holiday zjeździła Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz – każdy, kto chce sprawdzić, jak wyglądała rzeczywistość klubów muzycznych w pierwszej połowie XX wieku, znajdzie w książce dziesiątki opisów dotyczących kulisów życia muzyków w tamtym czasie. Opowiadane historie pełne są ciekawych wydarzeń. Można więc dać się zwieść i na chwilę zapomnieć o tym, że Holiday była przecież kompetentną wokalistką, która wiedziała czego chce i miała konkretny sposób na to, by osiągnąć zamierzony efekt. Są takie momenty w jej wypowiedziach, które będą nam o tym przypominać: „Nie umiałabym zaśpiewać piosenki dwa razy tak samo, nie wyobrażam sobie, jak można robić to przez całe lata. To nie jest muzyka, tylko jakieś ćwiczenie w dyscyplinie, jodłowanie czy coś, na pewno nie muzyka”.

Podobnie jest w przypadku rozmów, które przeprowadził z Holiday pisarz i aktywista William Dufty: każdy z poszczególnych rozdziałów jest inny i obfituje w nowe wydarzenia. Jednak są również sprawy i problemy, które scalają wszystkie opowiadane przez Holiday historie.

I’m Painting the Town Red
Tak właśnie jest z rozciągającą się na wszystkie prywatne wspomnienia opowieścią o losach osób czarnoskórych w Stanach Zjednoczonych. Lady Day śpiewa bluesa pokazuje, że czarnoskórzy muzycy jazzowi i bluesowi byli pożądani jako twórcy rozrywki, a jednocześnie pogardzani przez społeczeństwo. To opowieść o tym, że rasizm miał wiele form: od tych, które są najbardziej bezpośrednie w wyrazie, jak lincze (to o nich Billie Holiday śpiewa w Strange Fruit), aż po częściowo ukryte oblicza przemocy systemowej i licznych szklanych sufitów, które czarnoskórzy muzycy musieli po drodze przebijać. Można tu choćby wspomnieć historię pianistki, która przyszła na przesłuchanie, lecz według dyrektora zespołu miała zbyt ciemny odcień skóry, by ten mógł ją zatrudnić.
Billie Holiday borykała się nie tylko z prześladowaniami ze względu na kolor skóry, ale również z dyskryminacją płciową. Przetrwała traumę po gwałtach – a rozdziały dotyczące tych wydarzeń są jednymi z najbardziej tragicznych, jakie można przeczytać w Lady Day śpiewa bluesa.

I’m Pulling Through
Lady Day śpiewa bluesa w pewnym sensie daje początek temu, o czym możemy czytać w późniejszych tekstach Jamesa Baldwina, czy temu, co możemy dziś oglądać w popkulturowym wydaniu, w serialu Kroniki Times Square. To głęboko zakorzeniona – czasem oczywista, a czasem zakamuflowana i przypudrowana przez kulturę, również muzyczną – dyskryminacja Afroamerykanów.
W swojej opowieści Billie do samego końca zastanawia się, jak uchronić się przed tym, że mężczyźni przywłaszczali sobie jej zarobki. Choć Holiday dostawała drogie przedmioty, futra i inne podarunki, według własnych słów do samego końca musiała walczyć o każdego dolara.
Wreszcie, Holiday mówi wprost o uzależnieniu od narkotyków. I nie chodzi o tutaj o szczegóły przebiegu walki z nałogiem, choć i te pojawiają się w autobiografii i rzeczywiście są uderzające. Istotne jest to, że osoby uzależnione – czyli chore – według Holiday traktowano jak przestępców. Jakikolwiek system pomocy lekarskiej czy rządowej właściwie nie istniał – choć oficjalnie artystka przebywała na odwykach, to ówczesne standardy ich działania były dość niskie.

It’s The Same Old Story
Dlaczego używam sformułowania „według własnych słów”? Historia zawarta w Lady Day śpiewa bluesa jest poruszająca i wiele mówi o rzeczywistości Stanów Zjednoczonych w pierwszej połowie XX wieku. Jednak Holiday wielokrotnie stawiano zarzuty, że zmyśla, a znaczna część opowiedzianych w książce rzeczy nigdy się nie wydarzyła. Jak wspomina autor wstępu do książki, David Ritz: Williamowi Dufty’emu, który rozmawiał z Holiday, zarzucano z kolei przepisywanie starych wywiadów z artystką.

Faktografia – to również Ritz zaznacza we wstępie – nie jest najważniejszą częścią tej książki. Lady Day śpiewa bluesa to opowieść, która jest świadectwem doświadczenia. I ma sporą siłę rażenia, ponieważ jest faktycznym przeżyciem licznej grupy Amerykanów, lecz została podana jako prywatne wspomnienia. Z historii ogólnej wiemy, że wydarzenia, o których wspomina Holiday, wielokrotnie miały miejsce w całych Stanach Zjednoczonych: lincze, gwałty, różnego rodzaju dyskryminacje. Więc nawet jeżeli część z nich nie wydarzyła się samej Billie Holiday, to reprezentuje ona wszystkich tych, których historie nigdy nie miały szansy zostać głośno opowiedziane i wysłuchane. Dzięki świetnemu tłumaczeniu Marcelego Szpaka (własc. Marcin Wróbel), również my możemy przeczytać te opowieści. Tak samo, jak reprezentacją dla osób wcześniej nie wysłuchanych był – i do dziś jest – utwór Strange Fruit, tak samo Lady Day śpiewa bluesa oddaje im przestrzeń dla historii, w której mogą rozpoznać swoje doświadczenia.

Tekst: Jola Kikiewicz

Billie Holiday, William Dufty: Lady Day śpiewa bluesa (przekł. Marcin Wróbel), Wydawnictwo Czarne.

Dodaj komentarz