Artykuły


GŁOŚNIEJ x Pride2020

GŁOŚNIEJ x Pride2020 głośniej LGBT Polska Muzyka PRIDE
15.06.2020

“Jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest moja rewolucja” – Emma Goldman

Ten tekst miał być radosnym, afirmatywnym zestawieniem coming outów i celebrowaniem widoczności osób nieheteronormatywnych w polskiej współczesnej muzyce. Być może “zestawienie coming outów” brzmi dziwnie – jakby za temat zabrała się osoba praktykująca jednocześnie dziennikarstwo i marketing (tak, wywołuję samą siebię do tablicy). Sklejałam zestawienie tych sylwetek z radosnym nastawieniem, w stanie umysłu, w którym na myśl o #Pride nuci się Ewrynajt z Sopotu i z tęsknotą wyczekuje momentu, kiedy Mandaryna popłynie z głośników podczas Marszów Równości przesuniętych na przyszły rok.

Pierwotnym zamiarem było więc stworzenie inspirującej kompilacji, przypominającej o osobach polskiej muzyki, które nie bały się wyoutować. Tegoroczny miesiąc Pride miał być czymś ciepłym, miłym i poniekąd bezpiecznym. Czymś, czego potrzebowaliśmy jak spragniony wody w pełnym turbulencji 2020 roku. Jednak wydarzenia ostatnich dni dla mnie (i z pewnością nie tylko dla mnie) drastycznie zmieniły wydźwięk tego typu tekstów. 

Pojawia się mnóstwo reakcji wspierających i afirmujących osoby LGBT+, zarówno z wnętrza samego środowiska, jak i spoza niego. Wiele osób wprost deklaruje się jako allies. Każda kolejna pozytywna reakcja sprawia, że przetrwanie dla osób LGBT+ jest choć trochę łatwiejsze. Używam słowa “przetrwać”, bo w tak bezlitosnym klimacie jaki mamy obecnie w Polsce, funkcjonowanie zbyt często graniczy z przetrwaniem. 

Sama wiszę w środku skrótu LGBT+ i odbieram obecną sytuację personalnie. Nie będę nawet udawać, że jestem w stanie się zdystansować do dehumanizacji ze strony rządzących. Nie mam ochoty prowadzić w tym momencie dyskusji o dyskursach i racjach użytkowanego języka, mam ochotę tupać w podłogę i skakać ze złości. 

Myślałam, że wstęp do tego tekstu w ramach Pride będzie właśnie lekko zdystansowany, spokojny, że będę mogła rozdłubywać różne konteksty bazując na fundamencie osobistych doświadczeń i teoretycznej wiedzy. To brzmiało przyjemnie, spokojnie, trochę nonszalancko – bo przecież estetyka dla osoby piszącej jest równie ważna, co reszta przekazu. 

Chciałam popłynąć dekadencko w trakcie pisania, w przyjemnym nastroju, jakiego brakowało mi przy pracy twórczej podczas pandemii. Myślałam, że będę mogła połączyć muzyczne aspekty i kwestie LGBT+ z osobistą sytuacją mojej płynnej orientacji, która obecnie lawiruje od biseksualizmu do queer. Że przedstawianie i przyglądanie się indywidualnej płynności będzie świetnym przyczynkiem do pisania o muzyce.

Okazało się, że ta perspektywa musi poczekać. Przyjdzie czas i na ten tekst, ale teraz jesteśmy zmuszeni do zdecydowanego zajmowania konkretnego stanowiska i do ostrego przeciwstawiania się aktywnemu odczłowieczaniu żywych, oddychających, czujących ludzi. 

Wyzwolenie LGBT+ jest ogromnej mierze zasługą powstania w klubie gejowskim Stonewall z 1969 roku, a 28 czerwca będziemy obchodzić 51 rocznicę tego buntu. 

13 czerwca minęły także 4 lata od makabrycznej strzelaniny w klubie Pulse w Orlando, gdzie terrorysta zabił 49 osób.

Kiedy grupa polskich aktywistów zorganizowała 12 czerwca taniec disco pod Pałacem Prezydenckim w odpowiedzi na nienawistne wypowiedzi rządzących, wylała się na nich fala hejtu. Pojawiły się też absurdalne insynuacje, że to prawicowa prowokacja. 

A przecież to zwykła próba bycia razem, w bezpiecznej wspólnocie, przy disco, które towarzyszy osobom LGBT+ już od wielu dekad – disco to stan ducha i nie ma historii wyzwolenia LGBT+ bez disco. 

Więc nie dziwcie się nam, kiedy mówimy: jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest moja rewolucja.

Oby polska scena klubów LGBT+, tak nierozerwalnie związana z muzyką, nigdy nie musiała bronić się siłowym buntem. Obyśmy nigdy nie musieli obchodzić rocznicy strzelaniny w miejscu, gdzie chcemy odczuć istnienie wspólnoty chociaż przez kilka przetańczonych razem godzin.

Dlatego w dzisiejszej sytuacji opowiadanie o osobach, które zdecydowały się wyoutować publicznie jest jakiegoś rodzaju powinnością. Żeby przypominać sobie, jak wygląda normalizacja i że jest istotna także dla procesu zmiany nastawienia do osób LGBT+ w konkretnym środowisku, w tym wypadku — muzycznym.

To właśnie w tych niewdzięcznych okolicznościach chciałam przypomnieć trzy ważne postaci LGBT+ polskiej współczesnej muzyki, które w obecnych, poplątanych czasach dodają mi chociaż trochę więcej pewności i odwagi.

Może Wam też dodadzą. 

Bella Ćwir


Internetowa celebrytka czy performerka? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie i prawdopodobnie dlatego Bella jest intrygująca, a mogliście zobaczyć artystkę choćby podczas występów towarzyszących Paradom Równości. 

Ja po raz pierwszy widziałam ją na żywo w ramach występu w poznańskim Pawilonie, i było to doskonałe połączenie wixy z art popem: miałam ochotę jednocześnie wbić się w dresy-szelesty i zatańczyć w nich voguing. 

Za Bellą Ćwir stoi Gracjan. Czy w takim razie jest osobą niebinarną, a może jedynie artystycznym alter ego Gracjana? 

“Queerowość rozumiem tak, że nie muszę utożsamiać się z jedną płcią. […] Nie mam problemu z tym, że ludzie mówią do mnie w rodzaju żeńskim, kiedy jestem Bellą” (źródło: Dwutygodnik.com). 

Iwona Skwarek (Rebeka)


Iwona Skwarek najczęściej działa jako połowa duetu Rebeka, ale możecie także trafić na jej indywidualne DJ sety. 

Nie zliczę, ile razy widziałam już Rebekę na żywo – ze wszystkich występów najlepiej pamiętam ich support przed koncertem Damona Albarna w poznańskiej Starej Gazowni i dwa występy na różnych edycjach Spring Breaka. 

Rebeka jest nieodłącznym elementem poznańskiego krajobrazu muzycznego, ale Iwonę po raz pierwszy zobaczyłam jeszcze w teledysku Hellow Dog ponad dekadę temu. Poznań był w tamtym czasie w swoistej strefie 0 na polskiej mapie muzyki współczesnej: poza pojedynczymi i dobrze znanymi Muchami czy offowym Drivealone, na naszej scenie świeciło pustkami. 

Rebeka weszła na tę scenę mocno i stanowczo, i właśnie tak pamiętam Iwonę z supportu przed Damonem Albarnem, a jej ruchy w takt granej muzyki dodawały mocy całemu image duetu na scenie. Kiedy kilka lat później oglądałam występ Rebeki w TAMIE na Spring Brake’u, wiedziałam, gdzie swoje źródła miał koncept występu duetu z grupą tancerzy. Wydawał mi się być spójnym efektem scenicznej drogi, jaką obrała Rebeka.

Sama Iwona wyoutowała się w październiku 2019 roku w “Wysokich Obcasach”. O swoich doświadczeniach mówiła wprost, przytaczając sytuację, kiedy musiała uciekać z domu rodzinnego z dziewczyną przed ciocią, która o nich nie wiedziała. 

Czytając ten wywiad nie mogłam powstrzymać się od wyobrażenia sobie niezręcznego obrazku, kiedy osoba o tak wyraźnej scenicznej postaci przemyka w ukryciu ze swoją partnerką. To było wyobrażenie niezręczne, które od razu wzbudziło moją złość poprzez swoją beznadziejność i bezdenny smutek, w Polsce towarzyszący każdej osobie LGBT+ w mniejszym czy większym stopniu. A kilka chwil później przyszła wdzięczność dla Iwony, że jest jedną z kolejnych osób, które wypuściły swoją historię do ludzi.

W czasie opublikowania wywiadu Rebeka zorganizowała premierę singla “Pocałunek”:

Tyle lat, się boję pocałować cię na ulicy. Tyle lat się boję pocałować dziewczynę, którą kocham

Zamilska


Sety Zamilskiej wypełniają sale klubowe po brzegi, tak jak na występie w poznańskiej TAMIE podczas Spring Breaka.

To kolejna osoba, której artystyczna postać kojarzy mi się z konceptem stanowczej i spokojnej twórczyni, skupionej na dobieraniu kolejnych dźwięków, wciąż tańczącej za dj-skim stołem. 

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam klip do “Duel 35”, jak wiele innych osób zwabiona nitką pochwalnych newsów o Polce, której techno zostało wybrane do pokazu Diora. I od razu rzuciły mi się w oczy i uszy charakterystyczne cechy: twórcza pewność siebie, stanowczość, prostota i oszczędność struktury dźwięków.

Królowa polskiego techno, zanim publicznie wyszła z szafy, była już wyoutowana w życiu prywatnym. Jednak potwierdziła swój outing w wywiadzie dla “Wysokich Obcasów” w 2016 roku. Mówiła wprost, że określanie partnerki “tą osobą” byłoby według niej obraźliwe dla nich obydwu: “Jest w tym tchórzostwo. Ta osoba to ona, kobieta”. 

Nie oszukujmy się – tak otwarta i stanowcza deklaracja nie jest częsta, i nierzadko bywa ryzykowna dla kariery czy sytuacji osoby outującej się.

Kiedy przez social media i portale przewalają się kolejne zalewy dyskusji rozważających, czy LGBT+ to ideologia czy osoby, z tym większym rozrzewnieniem wracam do tej wypowiedzi Zamilskiej – do przestrzeni, w której nie musimy zastanawiać się, czy LGBT+ to osoba, ale możemy jeszcze dalej dookreślić, że akurat ukochana Zamilskiej to konkretna kobieta.

W tym miejscu łatwiej zadomowić się chociaż na chwilę.

 

Tekst: Jola Kikiewicz | Redakcja: Joanna Hała, Witold Regulski

 

Zobacz także


Czy GŁOŚNIEJ już było? Wielkie wiosenne podsumowanie dekady. Cz. 1 arcade fire burial jamie xx moderat podsumowanie dekady the national Nowość
Czy GŁOŚNIEJ już było? Wielkie wiosenne podsumowanie dekady. Cz. 1
01.05.2021
Czas na pierwszą część podsumowania dekady. Oto 10 płyt z lat 2010-2014, które były znaczącymi nagraniami swojego czasu. Czytaj
Najlepsze polskie winyle 2020 wg winyloveinspiracje asfalt records astigmatic records płyty winylowe 2020 polskie winyle very polish cut outs winyl winyloveinspriacje
Najlepsze polskie winyle 2020 wg winyloveinspiracje
15.01.2021
W ubiegłym roku w USA czarne płyty miały się najlepiej od lat 80. A co działo się w Polsce? Poprosiliśmy Oskara Sienieckiego z Asfalt Records i winyloveinspiracje, by wybrał dla Was najlepsze polskie winyle 2020. Czytaj