Artykuły


Czy GŁOŚNIEJ już było? Wielkie wiosenne podsumowanie dekady. Cz. 1

Czy GŁOŚNIEJ już było? Wielkie wiosenne podsumowanie dekady. Cz. 1 arcade fire burial jamie xx moderat podsumowanie dekady the national
Autor: Jola Kikiewicz
01.05.2021

Teoretycznie dekada kończy się dopiero za rok. Ale odczytywanie jej jako dziesięciolecia obejmującego lata 2010-2020 staje się coraz bardziej powszechne, a ja nie jestem mocna w osi czasowe i podziałki. Dlatego bezpardonowo skorzystam z okazji: poniższy ranking również obejmie ten sam okres. Wsiadamy więc do nostalgicznego hype trainu i jedziemy w czasy, gdzie głośniej już było. Oto subiektywny top najlepszych płyt minionej dekady, z ewidentną nadreprezentacją poszczególnych lat.

 

Arcade Fire – The Suburbs (2010)

To must have w każdym zestawieniu istotnych płyt, które ukazały się w XXI wieku. Chociaż już „Funeral” i “Neon Bible” pozwoliły Arcade Fire wybić się na scenie muzycznej, “The Suburbs” zamieniło ich w międzynarodowe gwiazdy, których każda płyta jest wyczekiwana przez fanów z religijnym wręcz oddaniem. Ja sama mam z nią wiele wspomnień i mogę z całą pewnością powiedzieć, że w trakcie ostatnich 10 lat powracałam do niej regularnie. Manifest mieszkańców przedmieść wciąż sprawdza się pod względem brzmieniowym, ale także jako przemyślany koncept album i trafna analiza bezlitosnego i powolnie rozprzestrzeniającego się urban sprawl.  

 

Igor Boxx – Breslau (2010)

W dalszej części podsumowania pojawi się Skalpel, więc nie mogło zabraknąć solowego albumu Igora Pudło. Płyta po ukazaniu się szybko podbiła serca recenzentów muzycznych i słuchaczy. Nie tylko tych krajowych, bo warto pamiętać, że zarówno Igor, jak i Skalpel, wydają w legendarnym już labelu Ninja Tune. “Breslau” to elektroniczno-neo jazzowa opowieść o oblężeniu Wrocławia z 1945 roku. Choć opis projektu może budzić skojarzenia z klasycznymi rockowymi koncept albumami o wydarzeniach historycznych, które w Polsce najczęściej przypominają estetykę “Powstania Warszawskiego” Lao Che albo konkurs piosenki aktorskiej, “Breslau” jest zupełnie inne. Minimalistyczne, lecz efektowne ujęcie narracji o tragedii II wojny światowej zwraca uwagę przemyślanym ascetyzmem i rozważnym doborem środków muzycznych.

 

Bonobo – Black Sands (2010)

Bonobo kojarzy mi się z jednym z pierwszych festiwali, który przeżyłam w całości ze znajomymi. Był to rozkręcający się wtedy Tauron Nowa Muzyka, jeszcze przed wieloletnim remontem Szybu Wilsona. Artysta przyjechał na występ z pełnym live bandem i Andreyą Trianą na gościnnych wokalach. Uważam, że Bonobo zasługuje na poznanie właśnie w takiej formie – na tyle bogatej, aby oddawała wielość dźwięków, z których składają się jego utwory. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że “Black Sands” jest płytą swojego czasu, kiedy Burial był w topce recenzenckich list, Massive Attack powróciło z nową płytą, a resztki trip hopu przechodziły w nową formę elektroniki. Być może z tego samego powodu to wciąż jedna z moich ulubionych płyt do pisania.

 

The National – High Violet (2010)

The National było popularne już przed tą płytą, jednak nie da się ukryć, że to dzięki “High Violet” przebili się do powszechnej świadomości. Już zawsze pozostaną zespołem od alternatywnego rocka dla smutnych millenialsów – ale to dobrze, bo realizują swoje założenia z dozą dystansu i humoru, nie popadając w melancholijny fatalizm. Dobijając pełnoletniości poznałam zespół dzięki temu, że “Sorrow” zostało uwzględnione w odcinku najbardziej emo-melancholijnej teen dramy tamtych lat, czyli brytyjskiego serialu “Skins” (tak samo zresztą wydarzyło się z Crystal Castles, dla których serial był bardzo znaczący w popularyzacji ich muzyki). Do dziś uważam, że “High Violet” pozostaje najlepszą płytą The National: jest odpowiednio zrównoważona i precyzyjnie wyprodukowana.

Massive Attack – Heligoland (2010)

Grupa powróciła wtedy z pierwszą płytą od 7 lat. Chociaż “Heligoland” w momencie publikacji otrzymał mieszane recenzje, z mojego punktu widzenia jest to płyta spod znaku “peak Massive Attack”, czyli niekoniecznie szczytowej formy artystycznej zespołu, ale na pewno ich najbardziej charakterystycznej brzmieniowo płyty. Featuringi z Damonem Albarnem, Hope Sandoval i Mariną Topley-Bird pozwoliły stworzyć hitowe już dziś piosenki duetu. Ponadto na płycie znajduje się jeden z najbardziej hipnotycznych utworów zespołu, czyli transowe “Girl I Love You”, z chropowatym i melodyjnym jednocześnie wokalem Horacego Andy’ego, znanego również z “Angel”. Poza tym uważam, że jest to wciąż jeden z najlepszych zespołów, jakie można zobaczyć na żywo i warto przeżyć choć jeden ich starannie dopracowany koncert na własnej skórze.

Burial – Truant/Rough Sleeper (2012)

Nie mam obiektywnego stosunku do nagrań Buriala. Słyszę oczywiście, które z nich są nowatorskie jak na swój czas, a które jedynie powtarzają wypracowany wcześniej przez DJ-a wzór kompozycji. Mimo to biorę bez zastrzeżeń każdą jego EPkę, wciąż żałując, że od czasu kultowego “Archangel” nie otrzymaliśmy pełnej, długogrającej płyty z premierowymi utworami. Z różnych EPek i singli wydanych przez Buriala w minionym dziesięcioleciu to “Truant/Rough Sleeper” trafiła do mojego serca równie mocno, jak drugi longplay artysty. Wciąż jest to muzyka sentymentalna, duszna, brudna, miejska – najbardziej duchologiczna elektronika. 

Moderat – II (2013)

Moderat też pojawił się na wspomnianej wcześniej edycji Taurona z 2010 roku. Pierwszy raz zobaczyłam ich na supporcie pamiętnego, poznańskiego koncertu Radiohead z roku 2009. Wtedy zaczynali wpisywać się w powszechną świadomość świata muzycznego z pierwszą EPką, a niedługo później pierwszym longplayem. Wyznaczyli nim nowe trendy, zarysowali słuchaczom rodzaj elektroniki, jaką chcą praktykować: a druga płyta pokazuje to brzmienie w dojrzałej, pełnej postaci. Trzeci krążek był już powtarzaniem formy, lecz “II” to idealna kulminacja zdolności muzyków. “Let In The Light” załapało się zresztą do topki moich piosenek Spotify wciąż odsłuchiwanych w 2020 roku – Moderat jest dla mnie pewną formą comfort music.

Atoms for peace – Amok (2013)

Wciąż nie odżałowałam odwołanego koncertu Atoms for Peace w Polsce. Muzyczne supergrupy to bowiem grząski grunt – istnieje ryzyko, że popularność poniosą jedynie znane nazwiska, a nie pójdzie za nimi jakość brzmienia. W tym wypadku stało się dokładnie odwrotnie. Połączenie umiejętności Thoma Yorke’a, Flea z Red Hot Chilli Peppers, producenta Nigela Godricha, bębniarza Joey’a Waronkera grającego z Beckiem i perkusisty Mauro Refosco współpracującego z Davidem Byrnem dało doskonały efekt. Nie jestem wielką fanką brzmienia RHCP, ale bas Flea połączony z nostalgicznymi i powolnie rozwijającymi się kompozycjami Yorke’a, a także typowo alternatywną produkcją Godricha sprawia, że powracam do tego krążka bardzo często. Uwzględniam go również jako kolejną z najważniejszych pozycji na liście prywatnej comfort music.

Skalpel – Transit (2014)

To dzięki tej płycie otrzymaliśmy singiel o brzmieniu doskonale dopasowanym do słynnej sceny tańca z “Salta” Konwickiego. Niestety klip zniknął z YouTube (jeżeli to kwestia tantiemów – droga wytwórnio, wykupcie je ponownie, bo brak tego teledysku jest ogromną stratą dla polskich wideoklipów muzycznych), ale samodzielne nagranie singla wciąż tak samo angażuje słuchacza hipnotyczną melodyjnością. “Transit” jest płytą niespieszną, której mimo wszystko nie brakuje rytmu. Jest jednocześnie ciepła, w pewnym sensie kojąca. Idealne przeciwieństwo smętnego muzaka i lift music.

Artur Rojek – Składam się z ciągłych powtórzeń (2014)

To już chyba płyta-klasyk, chociaż skończyła dopiero 6 lat. Pierwszy duży solowy projekt od czasu odejścia Rojka z Myslovitz, i taki, który zakończył się spektakularnym sukcesem na polskiej scenie muzycznej. “Syreny” zanucą zarówno zatwardziali słuchacze eksperymentalnej alternatywy, jak i stali bywalcy koncertów Męskiego Grania. Ta płyta to dla mnie idealny kompromis pomiędzy melodyjnym rockiem a offową estetyką.

 

Posłuchaj playlisty podsumowania dekady na Spotify GŁOŚNIEJ:

Zobacz także


Najlepsze polskie winyle 2020 wg winyloveinspiracje asfalt records astigmatic records płyty winylowe 2020 polskie winyle very polish cut outs winyl winyloveinspriacje Nowość
Najlepsze polskie winyle 2020 wg winyloveinspiracje
15.01.2021
W ubiegłym roku w USA czarne płyty miały się najlepiej od lat 80. A co działo się w Polsce? Poprosiliśmy Oskara Sienieckiego z Asfalt Records i winyloveinspiracje, by wybrał dla Was najlepsze polskie winyle 2020. Czytaj
Polskie zapomniane płyty lat 00., które trzeba przypomnieć Drivealone Hatifnats Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach Lata 00 nostalgia Oszibarack Polska Muzyka Renton Skinny Patrini The Car Is On Fire Zapomniane płyty
Polskie zapomniane płyty lat 00., które trzeba przypomnieć
28.12.2020
Przyzwyczailiśmy się do gonienia za nowościami muzycznymi. Łatwo zapominamy o płytach z pierwszej dekady XXI w., a to one były początkiem nowych trendów polskiej muzyki. Oto polskie zapomniane płyty początku lat 00. Czytaj