XIV edycja festiwalu w Katowicach za nami. Podczas trzech dni na pięciu festiwalowych scenach wystąpiło w sumie sześćdziesięciu dwóch artystów z różnych zakątków świata, z czego niemal połowa to muzycy z naszego kraju. Zaryzykujemy twierdzenie, że polscy wykonawcy tak dużą rolę w programie odgrywali ostatnio w Mysłowicach, zanim organizatorzy przenieśli festiwal do Doliny Trzech Stawów.

zdjęcie: OFF Festival

Wróćmy na chwilę do roku 2006, w którym odbyła się pierwsza edycja OFFa. Gwiazdami mającymi przyciągnąć do Mysłowic publikę były takie zespoły jak Psychocukier, Mitch & Mitch, Strachy na Lachy, Skalpel, Maria Peszek, Łąki Łan, Lenny Valentino, T. Love czy Lech Janerka. Nie da się ukryć, że ówczesny program bardziej niż dzisiejszy OFF przywodził na myśl jedną z bardziej udanych hipotetycznych edycji Jarocin Festiwalu. Zagraniczni wykonawcy byli wówczas raczej dodatkiem do programu, z czym chyba niespecjalnie kryli się sami organizatorzy, skoro na plakatach mogliśmy przeczytać o „zagranicznych gościach” wypisanych poniżej polskich wykonawców.

Trend zapoczątkowany w 2006 roku kontynuowano podczas kolejnej edycji. Na OFF Festival 2007 wystąpili między innymi Lao Che, Dezerter, Pink Freud, Ścianka, Nosowska, Cool Kids Of Death, O.S.T.R. czy Kapela Ze Wsi Warszawa. Dopiero rok później, gdy festiwal w Mysłowicach miał już ugruntowaną pozycję na rynku, profil imprezy zaczął się nieco zmieniać.

W 2008 i 2009 roku w line-upie można było zobaczyć najważniejszych przedstawicieli muzycznej alternatywy pierwszej dekady nowego wieku. Na zaproszenie Artura Rojka pozytywnie odpowiedzieli między innymi Iron & Wine, of Montreal, The National czy Spiritualized. Oczywiste stało się wówczas, że gwiazdy krajowe nie będą już mogły liczyć na tak wiele miejsca w programie. Chcącemu rozwijać festiwal Rojkowi nie pomagały także władze Mysłowic, które odcięły dofinansowanie imprezy. Z pomocą przyszły Katowice, gdzie organizatorzy do dzisiaj mogą realizować swoją wizję festiwalu.

Katowice, czyli otwarcie nowego rozdziału

Podczas pierwszej katowickiej edycji festiwalu już na dobre zaczęło się budowanie marki OFFa jako festiwalu zrzeszającego fanów alternatywy nie tylko polskiej, ale w ogóle światowej. Nie ma wątpliwości co do tego, że przez kilka kolejnych lat magnesami ściągającymi publikę do Katowic byli nie polscy wykonawcy, a gwiazdy z zagranicy. Na przestrzeni lat na scenach OFFa pojawiali się zarówno debiutujący artyści (dziś należący do światowej czołówki), jak i prawdziwi weterani alternatywy.

Jednak nawet jeśli w tłumie światowych gwiazd polscy artyści czasem schodzili na drugi plan, Artur Rojek i tak nieprzerwanie serwował mocne akcenty w wykonaniu rodaków. I nie chodzi tu o występy tych, którzy akurat byli na topie. Jedną z cech OFFa, która wyróżniała imprezę na tle innych krajowych festiwali, stały się wyjątkowe koncerty polskich zespołów, których nie można było zobaczyć nigdzie indziej.

To w końcu podczas OFFa Katowice gościły takich weteranów jak Władysław Komendarek oraz Abradab z setem Kalibra 44 czy legendy wykonujące swoje kultowe albumy: Molesta i „Skandal” (w roku 2013), SBB i „Nowy horyzont” (2016) czy Kult z płytą „Spokojnie” (2018). Oczywiście, mówiąc o tego typu inicjatywach nie można nie wspomnieć o występie Zbigniewa Wodeckiego, który wykonując w 2013 roku razem z grupą Mitch & Mitch koncert oparty o swój debiutancki album, dał jeden z najbardziej pamiętnych występów w historii festiwalu.

Na przestrzeni lat OFF Festival stał się jednak nie tylko imprezą, podczas której starsza publiczność może przypomnieć sobie lata młodości, a młodsza – zapoznać się z twórczością artystów, którzy w dużej mierze kształtowali gusta ich muzycznych idoli. Impreza okazała się być także kuźnią talentów, w której debiutowało wiele zespołów robiących później na polskim (i nie tylko) rynku karierę. To na OFFie szersza publiczność po raz pierwszy usłyszała o takich wykonawcach jak Kamp!, Rebeka czy Coals. Ponadto, współpraca organizatorów z przedstawicielami rynku amerykańskiego umożliwiła takim zespołom jak Hańba!, The Stubs czy właśnie Coals nagranie w stolicy Śląska setów dla kultowej w USA amerykańskiej stacji z Seatle, KEXP.

Polmuz na OFF Festival 2019
Polmuz / zdjęcie: OFF Festival

OFF Festival 2019 – faworyci nie zawiedli

W ten sposób dochodzimy do tegorocznej edycji OFF Festivalu. Tak jak wspomnieliśmy na samym początku, na festiwalu proporcje między krajowymi a zagranicznymi zespołami od dawna nie były tak wyrównane. Ponadto, impreza od wielu lat – a być może nawet nigdy – nie miała tak mocnej reprezentacji naszych rodzimych artystów. Owszem, duet tęskno grał w Katowicach także w zeszłym roku, a zespół Trupa Trupa przed offową publicznością występował już w 2013 i 2016 roku. Jednak ani zespół Hani Raniszewskiej i Joanny Longić, ani grupa z Trójmiasta nie miały wówczas takiej pozycji, jaką mogą pochwalić się dzisiaj.

Dorzućmy do tego będących w tej chwili naszymi największymi towarami eksportowymi z kręgu – nazwijmy to – muzyki instrumentalnej EABS i solowy projekt Raniszewskiej i dostaniemy czwórkę, która przez wielu była oczekiwana nie mniej niż zagraniczne gwiazdy. Nie można zapomnieć o koncercie Perfect Sona, który nadal jest jedynym Polakiem mogącym pochwalić się wydaniem płyty w legendarnej, amerykańskiej wytwórni Sub Pop. 

Wszyscy muzycy wchodzący w skład tych zespołów to już w tej chwili uznane marki, będące gwarancją wysokiego poziomu. Trudno się także przyczepić do ich występów na OFFie. EABS z gościnnym udziałem Tenderloniousa dobrze odnaleźli się w malowniczym krajobrazie Trzech Stawów, również nadspodziewanie dobrze gitarowy jazgot Trupa Trupa wypadł na otwartej przestrzeni, która pozwalała wybrzmieć wszystkim instrumentom.

Zarówno Tęskno, jak i hania rani wystąpiły tym razem z towarzystwem zespołów. O ile w przypadku duetu przyniosło to jak najbardziej pozytywny efekt i koncert pań był pewnie jednym z najprzyjemniejszych momentów OFFa, o tyle wydaje się, że solowe utwory hani rani grane z zespołem tracą gdzieś tę intymność, która jest bardzo odczuwalna podczas solowych występów artystki. 

Koncertów polskich muzyków, które zasługują na wyróżnienie, jest oczywiście znacznie więcej. Pablopavo i Ludziki ze swoim naprawdę dużym zespołem, Martyna Maja występująca jako VTSS, znajdujące się od kilkunastu miesięcy na fali Wczasy i Niemoc czy Tuzza – każdy z zespołów zgromadził pod sceną większe lub mniejsze tłumy. Nie do końca przekonująco wypadli natomiast warszawiacy z The Real Gone Tones, których niezbyt autentyczne rockabilly chyba nieszczególnie pasuje do OFFa.

Co nie grało?

Choć całościowo program imprezy oferował wiele ciekawych koncertów, organizacja logistyczna tegorocznego line-up’u bywała nieco chaotyczna. Drugiego dnia występ Szymonmówi (skądinąd bardzo dobry), został niemal całkowicie zagłuszony przez grającą w tym samym czasie grupę Electric Wizard. I choć koncert stonerowców z Wysp był ciekawy, to scena Dr. Martens, na której występował muzyk z Warszawy, miała na celu umożliwić niszowym artystom autoprezentację na żywo – i Szymonmówi tę szansę zabrano.

Scena Dr. Martens na OFF Festival
Scena Dr. Martens / zdjęcie: OFF Festival

A przecież line-up sceny Dr. Martens obfitował w ciekawe propozycje, jak na przykład polecana przez nas wcześniej Kapela Maliszów. Zgodnie przyznaliśmy, że w tym wypadku OFF mógłby pozwolić grać młodym i niszowym wykonawcom tak, aby rozpoczynali dany dzień, a ich koncerty kończyły się przed slotami headlinerów. Siłą rzeczy wiele osób, które pojawiają się na terenie imprezy zaraz po otwarciu bram, sprawdzą te występy na samym początku danego dnia. O późniejszych godzinach artyści sceny Dr. Martens mieli małe szanse na przyciągnięcie uwagi publiczności – w jaki sposób można konkurować z tak dużymi wykonawcami jak Neneh Cherry czy wspomniany Electric Wizard?

Oczywiście, można powiedzieć, że o 22:00 na terenie festiwalu przebywa znacznie więcej osób niż o – dajmy na to – 17:00, przez co siłą rzeczy część licznej publiczności dotrze na koncert niszowego artysty. Pozostaje pytanie – co z tego, że pod niewielką sceną Dr. Martens zbierze się całkiem pokaźne grono osób, skoro muzyka słyszalna jest tylko dla tych znajdujących się najbliżej muzyków?

Jan-rapowanie na OFF Festival 2019
Jan-rapowanie / zdjęcie: OFF Festival

Przykładem szansy nie do końca wykorzystanej może być występ Jana-rapowanie. 20-letni artysta miał okazję przekonać do siebie katowicką publiczność, której część już wcześniej psioczyła na jego obecność w line-upie. I tutaj też wydaje się, że zawiodło planowanie. Jan-rapowanie w sobotę otworzył Scenę Perlage, a wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie go na Scenie Trójki, gdzie pewnie niewielka (w porównaniu do 10-tysięcznej widowni, jaka bawiła się kilka dni wcześniej na jego koncercie w Płocku) publika nie rzucałaby się tak w oczy. Raper nie musiałby wówczas rzucać ze sceny ironicznych komentarzy, a fani nie mieliby się z czego podśmiechiwać.

Polski jazz, ludowszczyzna i “starzy” gniewni

Dzień drugi na Scenie Eksperymentalnej rozpoczął występ Polmuz. Był to jeden z jaśniejszych punktów programu – zespół zaprezentował set złożony z charakterystycznych dla niego utworów inspirowanych elementami muzyki ludowej. Zaryzykujemy stwierdzenie, że obok The Comet Is Coming był to najlepszy jazzowy występ festiwalu. Cechowała ich podobna energia – choć aranżacje obydwu grup bywają drastycznie różne, to rytmika koncertów była równie porywająca. Polmuz nie boi się eksperymentować, a jednocześnie członkowie zespołu potrafią wykorzystać scenę i nawiązać kontakt z publicznością.

Odnotować należy również występ Dezertera, który odgrywając w całości swój kultowy debiut “Underground” zapisał, po Wodeckim, SBB czy Kulcie, kolejny piękny rozdział w historii OFFa. W tym przypadku nie można zresztą mówić nawet o nostalgicznym powrocie do przeszłości. Muzycy kilkakrotnie wyrażali ubolewanie (choć sami użyli bardziej dosadnych słów) nad faktem, że materiał z “Underground”, który z przyczyn politycznych nie mógł być wydany w Polsce w 1987 roku, do tej pory nie stracił na aktualności. My nie mamy wątpliwości, że występ weteranów polskiego punku był jednym z najmocniejszych akcentów tej edycji OFFa. I to nie tylko wśród rodzimych kapel.

Koncert Dezertera na OFFie
Dezerter / zdjęcie: OFF Festival

Użytek ze sceny i wykorzystane szanse

P.Unity dało jeden z pierwszych koncertów ostatniego dnia imprezy. Dziesięciosobowy skład grupy pozwala na zaprezentowanie szerokiej palety dźwięków, a Jędrzej Dudek z naturalną nonszalancją łapie kontakt z publicznością. Saksofon, bas, fuzja, klawisze, gitara, chórki – P.Unity robi świetny użytek ze swojego instrumentarium. Przyjazna atmosfera tego koncertu dobrze nastrajała na resztę dnia.

ZPiT "Śląsk" w Katowicach
Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” / zdjęcie: OFF Festival

W niedzielę mogliśmy przyglądać się fenomenowi, który nie powinien dziwić. Świetny występ Zespołu Pieśni i Tańca “Śląsk” był bardzo pozytywnie przyjęty przez publiczność. Obecni pod sceną słuchacze wiwatowali i obdarzyli artystów i artystki gromkimi brawami. W internecie pojawiło się wiele komentarzy, w których pobrzmiewał ton zdziwienia dotyczący gorącego przyjęcia tego koncertu. A przecież na Eurowizję wysłaliśmy Tulię, a od premiery hitowej “Zimnej Wojny” minął już ponad rok. Film, który traktuje historię i muzykę zespołu Mazowsze jak materiał na musical, miał duży wpływ na masowe zainteresowanie tym rodzajem aranżacji ludowszczyzny.

Należy też dodać, że Zespół Pieśni i Tańca “Śląsk” wiedział, w jaki sposób wykorzystać scenę. Umiejscowienie chóru, układy taneczne odpowiednio przeplecione z pieśniami wykonywanymi przez solistki i solistów, wymienne eksponowanie solowych występów wokalistycznych z grą orkiestry – wszystko to tworzyło spójny i bardzo przemyślany występ. Nie powinno zatem dziwić, że grupa jest w czołówce OFFowych koncertów właśnie pod względem jakości występowania przed publicznością.

Od zakończenia OFFa minął przeszło tydzień. Kurz po festiwalu zdążył już opaść, a nam – tak jak w poprzednich latach – pozostaje tylko jedno – wyczekiwać kolejnej edycji.

 

Tekst: Jola Kikiewicz, Witold Regulski

Zdjęcia: OFF Festival