Spędziłem prawie 10 lat prowadząc Winylowo, czyli sklep muzyczny, który zaczął swoją historię w 2009 roku w UK. Przez dekadę poznawałem rynek detaliczny, a od 2013 roku prowadzę wydawnictwo Winylowo Records. W międzyczasie byłem – i jestem – Panem Winylem. Naoglądałem się i nasłuchałem różnych muzycznych historii. Tych ze szczytów list przebojów, ale też oddolnych, z brudnych pubów i artystycznych melin. Pod koniec 2018 roku postanowiłem rozstać się z moim sklepem Winylowo, całkowicie oddając się managerowaniu oraz brokerstwu. W tym tekście dzielę się swoimi doświadczeniami.

Jako wydawca miałem różne doświadczenia z robieniem wielu rzeczy dla zespołów. Czasem wykładałem własną kasę tylko po to, żeby tydzień po premierze dowiedzieć się, że zespół już nie istnieje. W takiej sytuacji musiałem zmierzyć się z wieloma pytaniami. Co zrobić z tysiącem CD leżących w przedpokoju? Pieniędzmi wydanymi na reklamę i teledysk? To mało fajnie, prawda? Dlaczego więc mimo tych doświadczeń rzuciłem kultowy sklep Winylowo i zostałem managerem?

Nie tylko artyści

W 2017 roku rynek muzyczny na świecie wart był 79 miliardów dolarów. Zanim zaczniesz myśleć o tym, jaki label chcesz wybrać, to zdaj sobie sprawę z tego, że wchodząc na scenę, nawet w jakiejś małej miejscowości, robisz krok w kierunku miejsca, gdzie dziś są wielkie gwiazdy. Wchodząc na tę ścieżkę musisz mieć świadomość tego, że w nie tylko ty bierzesz udział w tym wyścigu, który wygrać chcą również inni muzycy. Lepiej przygotowani do panujących warunków zajdą dalej.

Lars Urlich, który kiedyś biegał za Lemmym nosząc jego basówkę, miał okazję zetknąć się całym mnóstwem sytuacji, w jakich może znaleźć się zespół. Pewnie był świadkiem momentów wzniosłych i żenujących: szalejącej publiki, autografów, imprez z jednej strony i braku obiecanego noclegu, nie zgadzającej się kasy, ściemy różnej maści „lokalnych businessmanów”. Możliwe, że dlatego artyści czy zespoły, które nagle osiągają sukces, nie wytrzymują na rynku i rozpadają się.

Jednak obrotu 79 mld dolarów nie wypracowali sami artyści. To także rzesza zdeterminowanych ludzi skupionych wokół jasnych celów, którzy nie spuszczają oka z tego, co naprawdę ich nakręca.

Podpisać się z majorsem

Zarówno duża, jak i mała wytwórnia może być tak samo luksusem, jak i przekleństwem. Za kulisami słyszałem historie na potwierdzenie pierwszej i drugiej tezy. Zdaje się, że w obu przypadkach od nieszczęścia chroni artystę zdrowy rozsądek, dystans i realne spojrzenie na to, gdzie on jest i gdzie chce być.

Z dużymi wytwórniami, tzw. majorsami, miałem do czynienia zaledwie raz, podczas poszukiwania licencji na wydanie jednego albumu. Nie było to miłe doświadczenie. Band nie miał nic do powiedzenia, licencja była droga (zażądano 28%) a negocjacje twarde. Wtedy uzmysłowiłem sobie, jak kiepsko wygląda sytuacja artystów: podpisanie umowy z wytwórnią oznacza dla nich zrzeczenie się praw autorskich, a oddając je komuś innemu, zespół pozbywa się również tantiem z ich tytułu.

Na co należy uważać?

Nagrać płytę nie jest trudno. W dzisiejszych czasach jest tyle możliwości działania na własną rękę, że do wydawnictwa zgłosiłbym się wtedy, gdybym nie umiał sobie poradzić sam. Z doświadczenia wiem, że małe labele to wytwórnie, które często są budowane od zera, rękoma pasjonatów, którzy nie zawsze są zawodowcami. Więc tutaj także czasem ktoś się natnie, jednak często można wywalczyć atrakcyjne warunki. Czym one są?

To już zależy od celów, jakie sobie stawiają artyści: może to być hajs na nagranie płyty, promocję albo dystrybucję. Jednak z doświadczenia wiem, że w wielu przypadkach nawet po podpisanej umowie są kłopoty z respektowaniem jej postanowień. Najczęściej dotyczy to kwestii rozliczeń finansowych między wydawcą a zespołem, więc – krótko mówiąc – należy tego pilnować.

Warto też zapytać brokera o wycenę – sam tym też się zajmuję. Brokerzy mają niższe ceny w tłoczniach ze względu na większe ilości produkowanych płyt. Idąc do tłoczni bez żadnej wiedzy i znajomości, możesz się spodziewać otrzymania dużo wyższej ceny. Dzięki pośrednikowi sprawa jest łatwiejsza. Muszę jednak zauważyć, że robiąc to samodzielnie zespół może maksymalnie oszczędzić. Zamiast tłoczyć niewielkie nakłady, możesz je sam wypalić na zakupionych w markecie CD. Zdarzają się oferty na wypalane płyty po niecałe 2 złote za sztukę.

Kolejnym problemem w niezależnym świecie jest dystrybucja. Ten rynek w Polsce jest dość mały, dominują głównie Empik, DDD i Mystic. Takie dystrybutornie biorą marże nawet do 60%, z pewnością można jednak liczyć na duży zasięg.

Małych, niezależnych sklepów jest natomiast sporo, ale mają niewielu klientów, przez co borykają się z brakiem przepływu gotówki, a na płatności za sprzedane tam płyty trochę się czeka. Jest jednak kilka dobrych sklepów niezależnych, na których zawsze można polegać: Winyl Market i Płyty Gramofonowe w Warszawie, Epka w Bydgoszczy czy Komis Płytowy w Katowicach.

Ty wystarczysz

Wiecie o czym najczęściej zapominają młode zespoły i młodzi artyści? O tym, że mają coś do powiedzenia i że oni sami wystarczą. Serio. Wielu ludzi dąży do tego, by być jak ktoś inny zamiast po prostu chcieć być bardziej sobą.

Ludzie mówią na mnie Pan Winyl. Lubię być Panem Winylem, to nie jest sztuczna postać, jakieś alter ego, to część mnie, działająca na rynku muzycznym od dekady. Gdybym miał kogoś udawać, to nie dałbym rady. Najlepsze w byciu artystą jest to, że możesz być sobą, najbardziej wyjechaną w kosmos postacią. To, jak będzie wyglądał twój osobisty brand zależy od tego, co ty myślisz o sobie samym.

Zarządzanie zespołem jest tak samo fascynujące i wymagające, jak zarządzanie firmą. Jestem wdzięczny Karolowi i Witowi z mona polaski za to, że mi zaufali. Myślę, że bycie managerem zespołu, który sam siebie wydaje to fantastyczne rozwiązanie. To także bardzo duża wolność zarządzaniem zarówno nośnikami fizycznymi i digitalem, jak również trasami oraz sprzedażą podczas koncertów.

Tekst: Tomasz „Pan Winyl” Olszewski

Zdjęcia: Damien Niemczal

Tomasz „Pan Winyl” Olszewski – założyciel wydawnictwa Winylowo Records, które w swoim katalogu ma wydawnictwa takie jak: (Rebeka Hellada, Cool Kids Of Death Debiut, Poeci White House Records, Banach Wu-Wei, LaNinia Loneliness). Poza tym autor bloga osobistego panwinyl.pl, manager łódzkiego zespołu mona polaski, promotor muzyki i sceny niezależnej, fan nośników fizycznych, wydawca, dystrybutor, pisarz i radiowiec amator, zawsze wybiera siadanie w pierwszym rzędzie i nigdy się nie spóźnia.