fot. Hubert Grygielewicz

Teraz ten świat jest realny: Kasia Sondej

Kasi Sondej przytrafiło się coś, o czym marzy wiele młodych wokalistek. Pojawiła się na scenie muzycznej z cenionym muzykiem, a pierwsze demo tworzonego wraz z Piotrem Banachem duetu BAiKA szybko doczekało się kontynuacji w postaci płyty Byty zależne. Kafi posiada mocny wokal, znakomity warsztat, a jej pierwszy longplay spotkał się z pozytywnym odbiorem. Zamiast jednak promować własną osobę, Kafi woli skupiać się na tworzeniu spójnego duetu.

Kiedy wchodzi na scenę i nie ograniczają jej instrumenty klawiszowe, na których gra podczas występów z BAiKA, jest scenicznym wulkanem energii. Wychowała się na klasykach rockowej muzyki, przeszła drogę od grania coverów po autorskie melodie wraz z formacją StandBy. To właśnie przy okazji występów z tym zespołem poznała się z Piotrem Banachem, który od razu zaproponował współpracę. W jej wyniku powstała płyta Byty zależne. W tym duecie mamy do czynienia z doświadczonym muzykiem, współzałożycielem Hey i Indios Bravos oraz młodą artystką, w pewnym sensie debiutantką, dla której BAiKA jest pierwszym komercyjnym projektem.

fot. Huber Grygielewicz

Spotkałyśmy się w ostatnim tygodniu sierpnia – opowiedziała mi o swoich początkowych licealnych projektach i mocnej potrzebie wyrażania emocji poprzez muzykę. W BAiKA występuje w roli wokalistki, gra na instrumentach klawiszowych, jednak autorem wszystkich piosenek jest jej partner. Kiedy przyznała, że tworzyła już teksty piosenek i trochę komponowała, nasunęło mi się pierwsze, dosyć oczywiste pytanie.

Autorem wszystkich piosenek na Bytach zależnych jest Piotr. Nie brakowało ci komponowania i pisania tekstów podczas pracy nad płytą?

Tak, na początku bardzo. Jeśli człowiek zasmakuje tego typu niezależności, otwartości i prawa do muzycznej decyzji, to chce to kontynuować. Na tym etapie musiałam jednak schować ambicje do kieszeni, bo Piotrek przewyższa mnie doświadczeniem i talentem literackim. Uczę się od niego, taki układ mi odpowiada. Wiem, że przyjdzie moment, w którym zacznę robić coś sama.

Czyli – pomimo pewnej straty – traktujesz to jako atut tej muzycznej współpracy? Myślisz, że na drugiej płycie będziemy mogli znaleźć nie tylko twój wokal, ale na przykład teksty?

Żeby pisać nowe teksty, muszę poczuć taką wewnętrzną, przepełniającą mnie potrzebę. Na razie nie mam w sobie chęci na to, by komunikować się z odbiorcami poprzez własne wersy. Co do samej płyty – pomysły na nią cały czas się zmieniają. Z jednej strony chcielibyśmy zarejestrować utwory, które już powstały, a z drugiej czujemy, że jesteśmy w innym miejscu i przydałby się powiew świeżości w postaci nowych piosenek.

Weszłaś na rynek muzyczny ze znanym i cenionym muzykiem, co od razu sprawiło, że Byty zależne cieszyły się dużym zainteresowaniem mediów mainstreamowych. Można było poczytać o was na Onecie, pooglądać was w TVN i posłuchać w Trójce. Wcześniej nie miałaś takich doświadczeń – przytłoczyło cię to?

W żadnym wypadku! To część tego życia, o którym od zawsze marzyłam, więc dobrze się w tym odnalazłam. Oprócz tych oczywistych, sprawiających mi przyjemność, ściśle związanych z promocją i wchodzeniem na rynek, korzyści są też inne. Mam taką naturę, że lubię poznawać mechanizmy działania pewnych zjawisk i czynności. Na festiwalach zawsze przyglądam się procesowi tworzenia koncertu. Na trasie zespołu Hey skala tego przedsięwzięcia bardzo mi zaimponowała, ponieważ nad jednym takim wydarzeniem pracowała cała rzesza ludzi. To bardzo interesujące poznawać ten dziwny świat od środka.

Sama wspomniałaś o Hey, więc zapytam: czy często pojawiające się porównania do Kasi Nosowskiej motywują cię, czy wręcz przeciwnie – czujesz presję tego porównania?

Absolutnie nie mam z tego powodu nieprzyjemności, bo to jest dowód na to, że osiągnęłam poziom, który może być porównywany do warsztatu Kasi Nosowskiej. Rozumiem potrzebę porównywania ludzi, ponieważ wtedy lepiej się odnajdują w rzeczywistości i łatwiej jest im się wtedy do czegoś ustosunkować.

Mimo młodego wieku bardzo mało ciebie w social media. Zazwyczaj przygotowując się do wywiadów znajduję informacje właśnie na portalach społecznościowych. W twoim przypadku miałam z tym problem.

Wizerunkowe tematy są dla mnie niewygodne. Te wszystkie filmiki, zdjęcia na Instagramie, które trzeba robić, to dla mnie trudność. Ja się w ogóle w to nie wpisuję. Nie robię sobie tych zdjęć, no wiesz, takich…

Selfie?

No, właśnie! Z różnych powodów. Mam dystans do ludzi i nie chcę, żeby ktoś uczestniczył w moim życiu. Nie mam tego nawyku, a przecież wiem, że wiele osób w moim wieku robi to naturalnie podczas każdego wyjścia. Oni się tego nauczyli, ja się temu nie dziwię. Dorastałam w środowisku, w którym aparaty i telefony komórkowe były niedostępne. Ale od razu muszę podkreślić, że lubię sesje zdjęciowe i współpracę z fotografami. Niechęć budzi we mnie to, co dzieje się na Instagramie i Facebooku. Denerwuje mnie, że trzeba tam po prostu być, nie dać o sobie zapomnieć.

Mało treści, dużo formy?

Treści praktycznie brak. Rozumiem, że jest to jeden z elementów marketingu. Bardzo buntuję się przeciwko temu, że jak nie wrzucasz postów co dwa dni, to cię nie ma.

Dostrzegam sporo podobieństw we wspólnej narracji między Tobą a Sławkiem Przybyłem. Sporo tutaj poszanowania dla rockowej tradycji, „muzykowania”, tradycji lat 60-tych i 70-tych.

My po prostu w granie ze sobą w całości wchodzimy. Nie mamy obaw przed wspólnymi występami na żywo – przed naszym koncertem na Famie nie zrobiliśmy żadnej próby. Na scenie od razu się rozumiemy, mając poczucie, że jesteśmy sobie bliscy. Jest w nas wewnętrzna potrzeba obdarzania innych osób muzyką. Bez tego muzykowanie traci dla mnie sens. Odtwórstwo zupełnie mnie nie kręci.

fot. Marta Smerecka

Uwaga, wchodzę w obszar ryzykownych pytań. Czujecie trochę, że macie „starą duszę”?

Wszyscy!

I że trochę nie pasujecie…?

Nie pasujemy. Ja to wiem.

Nie chcę, żebyś mnie źle nie zrozumiała! Tu chodzi o wasze wewnętrzne poczucie współistnienia z innymi wydającymi teraz muzykę artystami.

Tak, zdecydowanie tak. Nie pasujemy do dzisiejszych czasów, mamy inną wrażliwość, to nas łączy, ale też oddziela od innych, którzy często nas postrzegają jako dziwaków. Dostrzegamy to bardzo często z Piotrkiem, nie wiem jak jest ze Sławkiem. Swoja drogą ludzie ciągle porównują mnie do znanych rockowych wokalistek z drugiej połowy XX wieku. Ciągle prowadzimy z Piotrkiem rozmowy o tym, czy w ludziach obudzi się potrzeba powrotu do takich klimatów. Nostalgia za starymi czasami przejawia się teraz w modzie: szperamy w vintage shopach, kupujemy antyki, jednak wciąż jest to powierzchowne. Niektórzy sądzą, że jeśli zdobędą coś z przeszłości to od razu poczują się jak w tamtych latach. Odeszliśmy od tego, co mamy w środku, natury, porozumienia ze sobą i potrzeby samotności. Ciągle szukamy bodźców, żeby nie pozostać sami ze sobą.

Choć mam wrażenie, że może niekoniecznie. Coraz bardziej popularne są modele życia, w którym ludzie opuszczają miasto dla małych wsi, a także obozy medytacji, małe kameralne festiwale…

Właśnie o to chodzi! Są jednostki, które system podkopują i robią ferment. Mam nadzieje, że od tych osób wszystko się zacznie. Widzimy u ludzi dużą potrzebę obcowania z czymś, co nie jest wykreowane, tylko proste, naturalne. Tu też mowa o muzyce i wizerunku.

Przejdźmy jednak do twojej historii. Kształciłaś się wokalnie?

Od dziecka kochałam śpiewać, przebierałam się i śpiewałam do końcówki skakanki. Siostra ustawiała misie i lalki jako publiczność. Kiedyś ten świat był wymyślony, teraz stał się realny. Nie do końca wiem, kiedy był ten moment przełomowy, w którym zachciałam śpiewać tak dobrze, jak ludzie, których słuchałam. To nie była już tylko zabawa, robienie póz i strojenie min przed lustrem, ale potrzeba. Był taki moment, że moja mama poprosiła swojego znajomego, aby nauczył mnie gry na pianinie. Chciała, żebym miała ogólne wyobrażenie o muzyce. Grzesiu Borowski uczył nas jednak nie nut, a gry na słuch. Ja jestem dobra w łapaniu dźwięków i przetwarzaniu ich na bieżąco. Udaje mi się to na gitarze, jednak nauki z Grzesiem sczezły na niczym, bo odkrył, że śpiewanie jest dla mnie ważniejsze. Zaczął więc mi przygrywać. Te lekcje dużo mi dały, ponieważ otrzymałam muzyczne podstawy. Muszę też wspomnieć o tym, że moja mama prowadziła przez kilkanaście lat scholę, w której musiałam brać udział.

Scholę? A ja myślałam, że byłaś dość zbuntowaną osobą!

Czasem bardzo tego nie lubiłam, choć kocham muzykę w każdej odsłonie. Schola miała w sobie jakiś emocjonalny potencjał, jednak ja po prostu nie lubię przymusu, wtedy od razu się denerwuję. Piotrek często mi mówi, że gdyby nie mój upór, mogłabym ogarnąć dobrze perkusję, pianino i inne instrumenty, jednak jestem potwornie leniwa. Kiedy ktoś mnie przymusza, to totalnie mi się nie chce.

Wspominałaś wcześniej o festiwalach. Jakie cię interesują – prywatnie i muzycznie?

Moja wypowiedź może być pewnie dla wielu osób zaskakująca, otóż nigdy nie byłam na festiwalu. Jako nastolatka nie miałam takich możliwości, nie wyrobiłam w sobie tego „nawyku”. Tego lata miałam pojechać po raz pierwszy na Openera, żeby zobaczyć Nicka Cave’a i Arctic Monkeys, jednak na dzień przed się rozchorowałam. Próbując odpowiedzieć na pytanie powiem, że w kwietniu graliśmy koncert na Spring Breaku. Taka formuła mi odpowiada i prywatnie i muzycznie– bardzo zróżnicowane rzeczy, przebywasz z innymi muzykami, wzajemnie się nakręcasz, wspierasz. To miejsce, które daje szansę na poznawanie branży i innych muzyków.

Zastanawiałam się nad tym, kim jest Katarzyna Sondej jako artystka. Co jeszcze chciałabyś zagrać, jakie rozwiązania muzyczne chciałabyś jeszcze wprowadzić do BaiKA?

Przeczytałam kiedyś, że Katarzyna to imię kobiet, w których pełno jest sprzeczności. Zgadzam się z tym. Z jednej strony jestem bardzo liryczna, a z drugiej zadziorna. Nie potrafię się zdecydować. Chcę jeść słodkie czy słone? Jem dwa naraz. Z Piotrkiem mam z jednej strony wszystko, a czasem tylko namiastkę jakiejś pełni. Bywa, że na koncertach zaraz po piosence, w której spełniam się w zupełności, gramy inną, w której czegoś mi brakuje – chciałabym się wyżyć i potańczyć, ale instrument, na którym gram mi na to nie pozwala. Forma duetu jest okej, jednak ja zostałam wychowana na zespołach rockowych, gdzie wokalista wywija statywem. O tym marzę i cieszę się na nasz plan rozszerzenia składu. Z tym jest jednak pewien problem, ponieważ jesteśmy wrażliwymi outsiderami, więc potrzebujemy podobnych nam ludzi. Czekamy aż ich znajdziemy.

Co myślisz o działaniu projektowym? Jesteś otwarta na współpracę z nowymi artystami?

Bardzo podziwiam takie osoby, które potrafią się otworzyć i jak kameleon dostosowywać do pewnych projektów i wnieść cząstkę siebie. Ja jednak mam podejście bardziej klasyczne – jeśli coś robię, to poświęcam się w temu w całości. Oczywiście bardzo chętnie muzykuję z innymi, bo wiele mogę się wtedy nauczyć, ale forma skupienia się na jednej rzeczy lepiej się sprawdza w moim przypadku

Z jakimi gatunkami muzycznymi chciałabyś jeszcze poeksperymentować?

Najbliższa jest dla mnie muzyka rockowa i bluesowa, ale świetnie odnajduję się w R’n’B. Jestem dość plastyczna, chłonę inspirację od ludzi i potrafię się dostosować. Jeśli chodzi o Piotrka to sądzę, że na następnej płycie będzie tak, jak jego myśl poniesie, a ja pójdę za nim. Jeszcze się sobą do końca nie nasyciliśmy. Ale nie wykluczam, że istnieje szansa, że spotkam się z tobą za rok i zobaczysz wtedy moją zupełnie inną muzyczną twarz.

Tekst: Joanna Hała

Jedna myśl na temat “Teraz ten świat jest realny: Kasia Sondej

Dodaj komentarz