LitSunday: Patti Smith

Rusza cykl artykułów LitSunday. Raz w miesiącu będziemy pisać o książkach, na które warto zwrócić uwagę. Książkach muzyków, książkach muzycznych i książkach o muzykach. Rozpoczynamy tekstem o pozycjach obowiązkowych: Poniedziałkowych dzieciach i Pociągu linii M Patti Smith.

Prawdopodobnie powinnam poznać Patti Smith od innej strony. Jest ikoną muzyki, ma konkretny wizerunek: buntowniczka, jedna z matek rocka, twórczyni albumu Horses. Artystka, z której repertuarem należy zaznajomić się płyta po płycie, a potem uczestniczyć w dyskusjach na grupach facebookowych i fanpage’ach, żeby móc debatować z innymi słuchaczami o przewadze Horses nad Easter (i na odwrót).

Ale stało się trochę inaczej. Po pobieżnym przesłuchaniu dyskografii zobaczyłam ją na OFF Festivalu. Chociaż było to ciekawe, ważne i jednocześnie przyjemne wydarzenie, to większe zainteresowanie osobą Smith przyszło do mnie wraz z jej książkami.

Poniedziałkowe dzieci (oryg. Just kids) i Pociąg linii M (oryg. M train) pozwalają poznać artystkę taką, jaką sama chce, byśmy ją zobaczyli. Czyli zmagającą się ze sobą samą, z środowiskiem artystycznym, przekopującą stosy książek i sezony seriali telewizyjnych – jakby kultury nie dało się po prostu nie pochłaniać.

 

Poniedziałek: kids

Poniedziałkowe dzieci są czymś na kształt pamiętnika pisanego z perspektywy czasu. Smith wspomina swoje dzieciństwo, matkę, kochającego ojca, moment podjęcia trudnej decyzji o wydostaniu się z małego miasteczka i rosnącą potrzebę tworzenia. I tak, oczywiście – znajdziemy w książce wspominki o muzycznym środowisku tamtego czasu.

Jednak ważniejsza dla niej jest inspiracja Rimbaudem lub spotkanie z Allenem Ginsbergiem. Poświęca mniej słów szczegółowym opisom koncertów i dokumentacji muzycznej. Dla Smith z Poniedziałkowych dzieci muzyka jest jednym z wielu środków wyrazu. Książka to tekst artystki, która czerpie inspiracje z różnych dziedzin sztuki – a zwłaszcza z literatury – żeby potem przerobić je na poezję i muzykę. „Interesowały mnie dziewczyny: Marianne Faithfull, Anita Pallenberg, Amelia Earhart, Maria Magdalena” – pisze w Poniedziałkowych dzieciach.

Spaceruje, pracuje, dokładnie przygląda się przedmiotom i szczegółom z życia codziennego.

Zapiski z Poniedziałkowych dzieci to także w dużej mierze historia trudnego związku ze znanym fotografem, Robertem Mapplethropem. To z nim biedowała, z nim szwendała się po ulicach Nowego Jorku i z nim mieszkała w Hotelu Chelsea. Historia Mapplethrope’a jest tu tak samo ważna jak ta, którą Patti Smith opowiada sama o sobie.

Jej nowojorska opowieść urywa się w momencie, w którym artystka decyduje się zamieszkać z Fredem Smithem, porzuca swoją rozpędzoną już karierę muzyczną i wyprowadza się z Nowego Jorku.

Powracamy tam z nią dopiero, gdy Mapplethrope jest umierający, a ona leci z powrotem do swojego dawnego miasta i, na pięć lat przed śmiercią męża, żegna się z kontrowersyjnym artystą.

Poniedziałkowe dzieci to historia o skomplikowanej miłości i o procesie twórczym w różnych jego wymiarach. A więc także tym muzycznym.

 

Środa: serial i sardynki

Pociąg linii M jest młodszą książką, bo oryginał ukazał się w 2015 roku. Jest jednak książką starszą, bo zawiera teksty o trochę spokojniejszej wymowie.

W ewentualnej fabule Patti Smith nie skupia się na zawirowaniach artystycznej bohemy Nowego Jorku. Właściwie książka to zbiór mini esejów o codzienności artystki. Jej refleksje są bardziej oddalone od tematu muzyki niż w Poniedziałkowych dzieciach, ale dzięki temu dostajemy jeszcze dokładniejszy wgląd w samą optykę spojrzenia Patti Smith. Znów to ona jest motywem przewodnim książki: jak patrzy, co widzi, co słyszy, o czym myśli.

W Pociągu linii M Patti Smith patrzy na domy, na przedmioty, na swoją wełnianą czapkę, którą wszędzie nosi i którą pewnego dnia z roztargnienia gubi. Pisze o rzeczach najprostszych: o jedzeniu sardynek, o serialach, które ogląda, o książkach, które przeczytała. Pociąg linii M nie pretenduje do bycia wywrotową literaturą, nie jest też dokumentacją skandalicznych wydarzeń świata muzyki.

Być może właśnie w tym tkwi siła obu książek: nie udają czegoś, czym nie są, a są po prostu zbiorami tekstów, w których Smith rejestruje codzienność i otoczenie. Czasem bywało w jej życiu tak, że częścią tego otoczenia były osoby ze słynnego Studia 54, a czasem była to tania kawa w podrzędnym bistro.

To również teksty o konkretnym sposobie podróżowania – minimalistycznym, czasem wręcz ascetycznym. O podróży do Meksyku i Fridzie Kahlo, ale także o fascynacji serialem Dochodzenie.

 

Niedziela: dzisiaj

Jeżeli po przeczytaniu polskich przekładów Poniedziałkowych dzieci i Pociągu linii M będziecie chcieli więcej, warto zerknąć na instagramowy profil artystki. Jej posty to właściwie krótkie wypisy z dziennika. Pisane jak wiersz zdaniowy, są kontynuacją tego, co znamy z książek.

Patti wciąż jest tą samą aktywistką społeczną, którą zawsze była – choć z większym doświadczeniem. Na swoim profilu instagramowym pisze o tych samych rzeczach, o których pisze w książkach: o tym, co zobaczy danego dnia, o książkach, które czyta, ludziach, którzy są dla niej istotni. Możemy podejrzeć jej aktualne podróże, zerknąć za kulisy tras koncertowych i dowiedzieć się, jak aktualnie wygląda jej dom w Rockaway Beach, o którego zakupie pisze w Pociągu linii M. Artystka komunikuje się z fanami i rozmawia z nimi każdego dnia.

To właśnie na tym profilu Patti Smith ogłosiła, że 23-ego października w Stanach ukaże się nowe wydanie Poniedziałkowych dzieci, z niepublikowanymi wcześniej fotografiami i nowym posłowiem.

Oczywiście są i na Instagramie zdjęcia robione przez Smith. Amatorskie, proste – takie, jak w Poniedziałkowych dzieciach i Pociągu linii M. Dokumentujące codzienność.

A w przypadku Patti Smith składa się tak, że ta codzienność należy do osoby zajmującej się – między innymi – muzyką.

 

Tekst: Jola Kikiewicz

Patti Smith: Poniedziałkowe dzieci (przekł. Robert Sudół) i Pociąg linii M (przekł. Maciej Świerkocki), Wydawnictwo Czarne.

Dodaj komentarz