Zróbcie głośniej: Women For Hire

„Wszystko cały czas się zmienia. Każdy powinien stale redefiniować swoje miejsce w tym abstrakcyjnym bycie, jakim jest sztuka rozrywkowa” – śmiał się Krzysztof Malart z Women For Hire, kiedy kończyliśmy naszą rozmowę. Dograliśmy to nawet specjalnie na dyktafonie, ponieważ po trzech godzinach wymiany zdań wydało mi się niezwykle istotne. Po czasie stwierdzam, że może brzmieć lekko patetycznie, jednak nie dajcie się zwieść – wrocławskie trio, z którym rozmawiałam, ma bardzo rzeczowe poglądy dotyczące sceny muzycznej i własnego miejsca w tym świecie.

Pierwsze skojarzenie, które pojawia się w mojej głowie na myśl o Women For Hire, to profesjonalizm. Drugie – bardzo dobra i dopracowana w każdym detalu muzyka. Powinno być odwrotnie, jednak zbyt długo obserwuję ich rozwój, żeby tego tutaj nie napisać. Poznałam ich w roku 2015, świeżo po wydaniu otwierającego im drogę do wielu mediów i poznańskiego Spring Breaka Time To Waste. Zespół tworzą Krzysztof i Mateusz Malartowie oraz Zosia SOFII Wypychowska.

Umówiłam się z nimi na rozmowę we wrześniu. Na chwilę przed spotkaniem zrobiłam ostatni research i trafiłam wtedy na zdjęcie wizerunkowe, które promowało ich pierwszy koncert. Doskonale je pamiętam, ponieważ pisałam wtedy tekst zapowiadający to wydarzenie. Żartujemy na ten temat już na samym początku: „Wizerunkowa metamorfoza! Pierwszy koncert, pierwsze zdjęcie… Wyglądaliśmy zupełnie inaczej, jeszcze trochę jak dzieci. Dużo się zmieniliśmy od tamtego momentu” – śmieje się Zosia, a Mateusz dopowiada: „Możemy śmiało powiedzieć, że stawialiśmy pierwsze kroki w świecie profesjonalnej muzyki”. Jednak już tamtym czasie ich brzmienie było bardzo świeże, a oni przedstawiani jako nadzieja i jeden z najbardziej obiecujących projektów na polskiej scenie. Przymiotniki związane z „europejskością” i „światowością” Women For Hire pojawiały się w każdym zestawieniu. Obecnie ich singli spotykają się podobnym odbiorem. Nie będę jednak ukrywała, że pewna rzecz mnie niepokoiła.

Przyznam, że trochę się o was bałam. I w sumie nie wiem czy teraz też nie mam pewnych obaw. Kiedy się poznaliśmy na Spring Breaku, wiązano z wami dość duże nadzieje. Od czasu Time to waste EP nie wydaliście kolejnej składanki ani LP. Nie zapętliliście się trochę za bardzo w swoim perfekcjonizmie?

Mateusz: Naszym głównym celem jest tworzenie spójnej całości, robimy to także dla własnej satysfakcji i z przekonania. Radość tworzenia jest kluczem. Uważamy, że cierpliwe i przemyślane działanie przynosi skutek. Rzadko wszystko przychodzi „ot, tak” – trzeba być na wszystko gotowym. Nie uważamy więc, że się zapętliliśmy.

Krzysztof: Każdy zespół musi znaleźć na siebie pomysł. My robimy to, co na daną chwilę najbardziej nam odpowiada. Mamy na koncie epkę, jednak obecną metodą, która w naszym wypadku się sprawdza, jest publikowanie singli. To część naszego planu.

Zosia: Mamy jednak materiał na płytę, gramy godzinne koncerty, gdzie wykonujemy wyłącznie własne utwory. Mimo tego obraliśmy inną ścieżkę działania.

Krzysztof: Między naszymi początkami, a obecną sytuacją jest naprawdę wielka różnica. Pracowaliśmy bardzo ciężko i konsekwentnie nad każdym elementem związanym z Women For Hire. Gdy teraz przychodzimy do radia z nowym kawałkiem, dostajemy pozytywny feedback. Można się po nas spodziewać pewnej jakości i poziomu. Gdybyśmy mieli myśleć o muzyce jak o biznesie, który musi się opłacać i wypalić w przeciągu roku, zapewne już by nas tu nie było. Kreujemy własny muzyczny świat i robimy to z pasji. Cieszymy się, że możemy zaprosić do niego naszych fanów, i jest to miłe, że się on im się podoba.

Czyli pytanie dotyczące LP jest w waszym przypadku niekoniecznie trafione?

Krzysztof: Wydawnictwo fizyczne jest istotne. Ugruntowuje pozycję zespołu i zmienia jego postrzeganie – to kolejny etap w życiu artysty. Jesteśmy fanami płyt, jest to forma pełnej muzycznej wypowiedzi. Fizyczne wydawnictwo musi jednak pojawić się w odpowiednich okolicznościach i momencie. Patrzymy na to właśnie w ten sposób. To nasza filozofia – na wszystko jest w życiu odpowiedni moment. Musimy czuć, że nadchodzi.

Mateusz: Wydawnictwo własne to jest duża sprawa. Wydanie płyty to kamień milowy w rozwoju zespołu. Czekamy na odpowiedni czas i miejsce. Zajmujemy się samodzielnie każdym elementem zespołu: od tworzenia muzyki i realizowania produkcji, po zdjęcia, grafiki, aż po sprawy menadżerskie. Z tego powodu postanowiliśmy założyć management obsługujący Women For Hire. Podchodzimy racjonalnie i rzeczowo do tematu i wiemy, że wydanie płyty to przedsięwzięcie, które musimy zrealizować w partnerstwie z kimś odpowiednim.

Co zdefiniowalibyście zatem jako sukces?

Mateusz: Dla nas sukcesem jest to, że każdy z naszych kawałków słuchacze oceniają coraz lepiej. I odbiór również jest szerszy i lepszy. Startowaliśmy po prostu jako grupa znajomych, a obecnie mamy szansę grać na wydarzeniach, z których jesteśmy dumni.

Krzysztof: Na przykład w ubiegłym roku zamykaliśmy Festiwal Nowe Horyzonty w ramach koncertu T-Mobile Electronic Beats. To piękne mieć świadomość, że na tamtej scenie grały wielkie gwiazdy, jak na przykład Nick Cave.

Zosia: Zagraliśmy także w Warszawie wraz z KAMP, Sarsą oraz Ellą Eyre. To jest coś, o czym marzyliśmy i co udało nam się zrealizować.

Krzysztof: Udowadniamy, że można spełniać marzenia i robić to ze swoją paczką, w gronie bliskich osób, w rodzinnej atmosferze. Każdy dzień to przygoda. To, co rodzi się w naszych głowach, następnie staje się rzeczywistością.

Jesteście ciekawym przypadkiem zespołu, w którym od samego początku nie ma się technicznie do czego przyczepić. Widać postęp, ale jednocześnie wciąż poziom jest bardzo wyrównany.

Mateusz: Często rozmawiamy na temat naszego singla, dzięki któremu pojechaliśmy na Spring Breaka. Już wtedy czuliśmy, że postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę. Ale nie czuliśmy, że będzie nam trudno przebić Time To Waste.

Krzysztof: Doskonale wiedzieliśmy, co chcemy grać – bez względu na mody w gatunkach. Nie ulegamy im bezrefleksyjnie, choć oczywiście lubimy je śledzić.

Chciałabym poruszyć temat tekstów. Krzysztof, wiem, że to twoja rola i bardzo zdziwiło mnie to, że piszesz teksty po polsku i tłumaczysz je na angielski. Dlaczego?

Mateusz i Zofia: Tłumacz się! (śmiech)

Krzysztof: Mi po prostu odpowiada metoda pisania po polsku, potem rzeczywiście to tłumaczę. Chociaż aktualnie wydajemy piosenki po angielsku, to jednak żeby było jasne: my polski lubimy. I powstają już utwory, które będą w tym języku. Tekst jest dla mnie ważny. Pisząc po angielsku myślę, jak to zrobić, żeby jak najlepiej oddać sens ludziom, dla których to język ojczysty. Ostatnio po koncercie poszedł do nas Anglik, dopytywał kto odpowiada za warstwę liryczną. Ucieszyło mnie to, że to właśnie na nich się skoncentrował.

Zofia: Nam zależy na znaczeniu, jakie tekst ze sobą niesie, a nie tylko na samej jego melodyjności. Choć oczywiście polski jest wymagający, dla mnie wokalnie nie ma różnicy, w jakim języku śpiewam. Liczą się emocje i przekaz.

Krzysztof: Ja od 15 roku życia planuję napisanie książki…

Odważnie. Teksty to pewna wprawka do tego marzenia?

Krzysztof: Teksty piosenek to oddzielna kategoria. Bardzo podziwiam pisarzy za piękne utkanie swoich fabuł, szczegółowość, przygotowanie. Do napisania książki potrzebne jest mnóstwo przygotowania i zgromadzenie materiałów. Pisanie nie polega tylko na pomyśle, to trudne rzemiosło, ciężka regularna praca i szlifowanie umiejętności.

Mateusz: To odnosi się do wszystkiego – natchnienie musi spotkać cię przy pracy.

Krzysztof: Opowiada się często o geniuszach w swoich dziedzinach, że cechowali się błyskotliwością i wymyślaniem rzeczy na poczekaniu, ale tak naprawdę najczęściej idzie za tym ciężka praca, która procentuje. Jednak nie każdy o tym mówi. Nie jest to aż tak ciekawe, kiedy powiesz, że siedziałeś nad czymś 10 godzin albo miesiąc.

Zofia: Ale kiedy nad czymś pracujesz, masz w głowie motyw przewodni, analizujesz go, myślisz o nim stale. Potem to wszystko zaczyna ci się składać w całość i wtedy ostatecznie przenosisz to na swoją dziedzinę artystyczną.

Kiedy ludzie o Was piszą, wspominają o „światowym” albo „europejskim” poziomie. Mnie to szczerze denerwuje – dlaczego zakładamy, że w Polsce nie ma dobrej muzyki? Dlaczego musimy być wszyscy „światowi”?

Krzysztof: Wiele osób zwraca na to uwagę i mówi, że nie traktuje tego jako komplement. Dla nas jednak nim jest, ponieważ rozumiemy to tak, że osoba określająca nas w ten sposób, nie chce powiedzieć nic złego o kraju. Pieniądze robią jednak różnice. Na zachodzie w produkcje muzyczne oraz organizację koncertów wkłada się bardzo dużo środków, zaangażowanych jest wiele ludzi, specjalistów z każdych dziedzin. Jeśli nasze produkcje przypominają te zachodnie, a zrealizowaliśmy je dużo mniejszymi środkami finansowymi, sami – bez ekip i specjalistów od wszystkiego – znaczy, ze robimy coś zawodowo i pracujemy za trzech. Dla nas są to więc bardzo pochlebne słowa, cieszymy się z nich. Jeśli ktoś porównuje cię do popularniejszych artystów, to czemu to ma być złe. Na zachodzie mamy topową ligę, do której jesteś porównywany w kwestii produkcji czy rzemiosła. Miłe.

Mateusz: Polska muza jest na naprawdę dobrym poziomie. Na naszym rynku muzycznym, w tej części Europy jest bardzo dobrze. Stwierdzenie, że coś brzmi światowo nie umniejsza naszym artystom. Są tak samo zdolni, jak ci na zachodzie. Jednak u nas rzadziej znajdziesz takie produkcje i robione z takim rozmachem. Tym światem rządzą też pieniądze. Nie ma tutaj zbyt często wielkich budżetów, jak w przemyśle muzycznym na zachodzie, nawet jeśli chodzi o promocję. Ale tego nie ma sensu porównywać. Generalnie z roku na rok w Polsce coraz więcej mamy młodych artystów, którzy coś osiągają – nie tylko tutaj, ale także poza granicami naszego kraju. Młodzież ma swoich ulubionych polskich artystów, zespoły i ma przy czym dorastać. To powód do radości.

Rozmawiała: Joanna Hała


3 fakty o twórczości Women for Hire, o których nie dowiecie się z wywiadu:

  1. Teledysk do singla The Return kręcili w Berlinie. Śmieją się, że to było dla nich spore poświęcenie, bo na dworze była prawie zerowa temperatura. Inspiracją do wideo była twórczość Davida Lyncha.
  2. W Warm Farewell obrazami chcieli przywołać twórczość Quentina Tarantino i filmów klasyków z lat 90.
  3. Wszystkie teledyski i materiały promocyjne tworzą samodzielnie. Zosia, Mateusz i Krzysztof zajmują się fotografią, a bracia – wideo.

Dodaj komentarz